Filed under Brazylia

Miasto Boga

We wtorek wystartowalismy z LHR do Rio. Musimy przyznać, że wielkość lotniska i sprawność obsługi zrobiła na nas ogromne wrażenie.  Po przebyciu ok 8000 km i nadrobieniu zaległosci w filmach, wyladowalismy w Brazylii. Rio przywitało nas deszczem. Jako, że dotarliśmy w godzinach późno-wieczornych czyli ok 23, szarpęliśmy się na taksówkę. Koszt = 89 reali!,ale bezpieczeństwo przede wszystkim.  Warto w tym momencie wspomnieć o kobietach sprzedających Vouchery na taksowki. Istny cyrk. Jeszcze moment, a bylibyśmy świadkami krwawych starć o 30 dolarów ;)

Taksówka zawiozła nas pod same drzwi hostelu pokonując przy tym z niezwykłą sprawonością niekończące się serpentyny. Rano zjedliśmy smaczne acz średnio urozmaicone śniadanie,  z widokiem na (według przewodnika) malownicza dzielnicę Santa Teresa. Nas ten widok przyprawiał o gęsią skórkę – rozpadające się budynki, dzieci biegające na boso, wiszące kable i płoty pod napieciem.  Z lekkimi obawami wyruszyliśmy jednak w miasto. Przespacerowaliśmy się do Lapy, a następnie do centrum. Skąd złapaliśmy (dosłownie!) autobus na dworzec autobusowy by zakupić bilety na dalszą część podróży. Łapanie autobusu w Rio… Przystanki są, ale w którymkolwiek miejscu wyciągnie się rękę i wymownie zamacha – autobus się zatrzyma. Trzeba też liczyć się wsiadaniem i wysiadaniem na środku kilku pasmowej ulicy. Sprawa ma się inaczej gdy stoimy zbyt blisko świateł (czyt. gdy kierowca może zobaczyć, że jest światło zielone)- wtedy zwycięża w nim chęć szybkiego pokonania skrzyżowania.  Na St. Teresa spędziliśmy dwie noce i dopiero wyjeżdżając z niej mini busem (WV T1 :)!), odkryliśmy jej urok. W busie poznalismy młoda brazylijkę, która kilka lat temu odwiedziła nasz kraj, bedac u naszych zachodbich sasiadów. Tak na marginesie, cudownie jest podróżować  dziwnymi środkami transportu :)

Dziś przperowadzilismy się do dzielnicy Botafogo- zupełnie odmiennej od świętej Tereski. Odwiedzilismy również kultowa Copacabanę i Ipanemę, a także Cristo Redentor, czyli Chrystusa Zbawiciela, którego otwarte ramiona witają wszystkich przybywających do miasta. Mimo, że „Aragorn” ze Świebodzina jest większy, to jednak Chrystus z Rio wygrywa- ma lepsze iwdoki :)

W Mieście Boga spędzilismy trzy dni i wystarczyły one na ogólne zapoznanie się zmiastem. Favele zostawiamy Policji, my nie mielismy zamiaru ich odwiedzać(każdy policjant którego spotkalismy na swojej drodze posiadał kamizelkę kuloodporną, niektórzy  broń długą). Jutro (a w sumie dzisiaj wg polskiego czasu) pakujemy nasze tyłki, przypieczone słońcem prosto z Copacabany, do autobusu i kierujemy sie w stronę granicy brazylijsko-argentyńsko-paragwajskiej. Przed nami 24 godzinna podróż. Bez odbioru.

Więcej zdjęć w galerii.

a&f