Zabawa z bazooką i kałachem na plecach? Tylko w Kambodży. Tylko w Phnom Penh.

W Phnom Penh spędziliśmy 4 dni i muszę przyznać, że podczas wizyty w tym mieście i ogólnie Kambodży przechodziłem kryzys. I winą tu nie był bród, smród i syf, do których po tylu miesiącach podroży zdążyłem przywyknąć, a po prostu tęsknota za normalnym jedzeniem, własnym łóżkiem, rodziną, znajomymi. W ramach odreagowania zacząłem chodzić na obiad do.. kfc.. cóż życie. Kryzys po pewnym czasie minął, a dokładnie dzisiaj czyli w przeddzień wyjazdu do Wietnamu, heh ;)

Phom Penh jest stolicą Kambodży, która tak niedawno naznaczona ogromną porcją cierpienia i śmierci, powstaje na własne nogi.. niespiesznie i w zwolnionym tempie, ale powstaje. Mimo, że jest to stolica, charakterystycznym jest dla niej „zapach” wsi unoszący sie w powietrzu. Chociaż po głównych ulicach jeżdzą Range Rovery, to nie da się ukryć- boczne ulice pokazują prawdziwy obraz kambodżańskiej stolicy. Bród, smród i ubóstwo- w niektórych momentach trzeba było oddychać wyłącznie przez usta, szczególnie przechadzając się przez stragany z jedzeniem w okolicach ulicy 144 (jak już jesteśmy przy ulicach, to warto wspomnieć, że większość ulic nie ma nazw, a jedynie numery …) i między innymi z tego powodu odechciało mi się stołowania na ulicy. Charakterystycze dla części miasta w której spaliśmy (riverside) są wszechobecne domy publiczne i nocne bary oraz młode khmerki siedzące przed wejściami do nich. Na uwagę zasługują również kierowcy tuk tuków, którzy nie tylko natrętnie proponują swoje usługi, ale i również oferują inne dobra w postaci dragów. Podczas zwiedzania miasta, warto zwrócić uwagę na  modernistyczny budynek Central Market oraz słynny Russian Market. Central Market, ze względu na swoja konstrukcję i wielkość robi naprawdę spore wrażenie, a mnogość sklepików wewnątrz i zewnątrz budynku, pozwalają na chwilowy zawrót głowy nie tylko ze względu na bogactwo oferowanych dóbr, ale i również ilość samych straganów. Russian Market jest typowym polskim bazarem znanym nam dobrze z lat 90’tych, na którym znaleźć mozna pirackie płyty oraz sporą ilość podróbek, czasem nie ustępujących jakością dostępnym w sklepach oryginałom. Na jedym ze stoisk, zauważyliśmy reklamówki jednej z polskich sieci handlowych – do wglądu  w galerii ;) Ala odwiedziła również Pałac Krolewski. Wprawdzie nie był tak okazały i wystawny jak pałac w Bangkoku, ale kilkumetrowy pozłacany Budda czy „odcisk” kilku rozmiarów jego stopy warto było zobaczyć. Niestety  srebrna podłoga w Silver Pagoda jest niemal całkowicie zasłonięta wykładziną. Atrakcją Phnom Penh są również strzelnice, na których za odpowiednią opłatę, można sobie przywalić z bazooki albo postrzelać z kalacha. Co kto lubi.

Będąc w Phnom nie można pominąć Tuol Sleng, będącym muzeum ludobójstwa, które miało tam miejsce w latach 75-79. Na miejscu można zapoznać się z historią liceum przekształconego na więzienie, zobaczyć jak wyglądały cele czy metody przesłuchań…  Piekło Tuol Slong przeżyło jedynie kilka osób (oficjalnie podaje się, że aresztowanych było ok 20 000).

Jednak Kambodżę będę pamiętał nie tylko jako miejsce, gdzie niemal non stop chodziłem wkurzony (było cholernie gorąco, a na dodatek nie miałem ochoty na lokalne jedzenie). Przede wszystkim zapamiętam uśmiechniętych ludzi, którzy tak wiele przeszli w swoim życiu, z ich angielskim wołającym o pomstę do nieba, a także banany o smaku gruszki (!) i przepyszne ananasy.

Wiza do Wietnamu w kieszeni, czyli jedziemy dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>