Z Christchurch do Auckland czyli relocation.

Jesteśmy w Auckland. Podczas ostatniej podróży z Christchurch skorzystaliśmy z relocation deal. Polega to na „wypożyczeniu” auta po obniżonych kosztach, w zamian za dostarczenie go w odpowiednie miejsce, na ustalonych wcześniej warunkach. Prosty przykład 😉 państwo Kowalscy wypożyczają auto w Auckland i chcą je zwrócić w Christchurch, więc ktoś musi je później odprowadzić do wyjściowego Auckland. Firmie nie opłaca się  zatrudnić zwykłego pracownika, więc poszukuje osoby, która zgodzi sie przejechać ww. trasę. Nasza umowa dotyczyła dostarczenia auta w ciągu 4 dni z limitem kilometrów (1200), w zamian za otrzymanie auta po kosztach i zwrócenie opłaty za prom. Trip kosztował nas po 5$ za dzień + paliwo (20 x taniej niż standardowy koszt), zaś za każdy przekroczony km zgodziliśmy się dopłacić 28 centów. I tak otrzymalismy cudną śnieżynkę II- prawie nową Toyotę RAV4, wartą jakieś 100 000 zł ;D Aby nie było za kolorowo podpisaliśmy aneks, w którym zgodziliśmy się pokryć koszty naprawy choćby najmniejszej rysy. System relocation jest o tyle fajny, ze pozwala na w miarę tanią podróż na trasach łączacych duże miasta i uwaga: można z niego skorzystać na terenie NZ, Austalii, Stanów i  Kanady.

Mamy naszego lodołamacza, więc w drogę! Pierwszym przystankiem były gorące źródła  Hanmer Springs, których oczywiście nie mogliśmy pominąć 😉 Kompleks składa się z kilkunastu basenów różniących się nie tylko temp. wody, ale i rodzajem źrodła oraz udogodnieniami takimi jak bicze, masaże, rwące potoki. Tak na marginesie potoki i rzeczki mają tu ciekawe nazwy, np. potok martwego konia. Po kilu godzinach moczenia tyłków ruszylismy dalej. Następnym przystankiem był kamping Riverview znajdujący się na trasie z Hanmer do Nelson, gdzie zatrzymaliśmy się na nockę. Na miejscu przypadkiem trafiliśmy na zlot motocyklistów, dzięki czemu pobawiliśmy się z nimi przy dźwiękach kapeli country (The Jennys), zapijając w miłej atmosferze lokalnym piwem i trunkiem o tajemniczej nazwie Woodstock. I tak po wesoło spędzonym wieczorze oraz noclegu w naszej śnieżynce II, rano wyruszyliśmy dalej w trasę ku Nelson i Picton. Same miasta nie zasługują na szczególną uwagę. W Nelson warto zerknąć do muzeum starych samochodów, gdzie nie ominał nas aktualnie odbywający się zlot oldschoolowych pojazdów.

Z Picton (przypominającym momentami Twin Peaks) załadowani na pokład promu, popłynęliśmy ku północnej wyspie i Wellington. Miasto jak na stolice kraju jest dosyć  niewielkie, bo liczy ok 200 000 mieszkańców, ale urokiem prześciga wiele innych, znacznie większych stolic. Spędziliśmy tam kilka godzin i gdyby nie naglący nas czas, pewnie zostalibyśmy znacznie dłużej… Z Wellington pokonując kolejnych kilkaset kilometrów dotarliśmy do Auckland, skąd wyruszamy w kolejny kilkudniowy trip-tym razem po północnej wyspie.

Aktualizujemy również naszą galerię 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *