Fruniemy dalej… :)

Czas leci. Za nami Wielka Brytania, Brazylia, Argentyna, Boliwia, Peru i Chile, a także ponad 12 000 km podróży w samej Ameryce Południowej.  Nigdy nie zapomnimy bogactwa wspaniałych smaków i zapachów, cudownych chwil i ludzi których spotkaliśmy właśnie tutaj na swojej drodze. W trakcie tripu zakochaliśmy się… moją nową miłością jest Boliwia, zaś Ali – Peru.

Dla mnie Boliwia już zawsze będzie kojarzyć się z ludźmi o złotych zębach na przedzie, frytkami w zupie, tańczącymi dziećmi na ulicach i targiem Mercado Negro… To właśnie tam próbowaliśmy wielu wspaniałych rzeczy, które postaramy się zabrać ze sobą do kraju. Boliwia sprawiła, że przeniosłem się do innej bajki. Bajki, która czasem wydaje sie być tak nierealna i niezwykła, aż  trudno w to uwierzyć. Ta odmienność przyciąga jak magnes i uzależnia tak mocno, jak uzależnia smak życia spijany z plastikowego kubeczka pełnego pomarańczowego soku, wyciskanego spracowanymi dłońmi starszego Pana. Na pewno kiedyś tam wrócę.

Dla Ali numerem jeden było Peru, nie tylko pod względem cen, ale przede wszystkim mieszkańców, którzy znacznie róznią się od swoich boliwijskich sąsiadów, a także rewelacyjnego jedzenia (no może pomijając świnki, koty i żaby…). No i te: „godziny spędzone w ogrodzie naszego hostelu w Cusco, pływające wyspy Uros z barwnymi mieszkańcami, spadające głazy w podróży do Aguas Calientes, tajemnicze linie w Nasce, sandboarding w oazie Huacachina oraz spacer brzegiem oceanu w Challa na dłuugo zostaną w mojej pamięci…”

Ostatnie dni spędziliśmy w Santiago, stolicy Chile. Dostaliśmy sie tam stopem, pokonujac około 450 km. Na kultowej panamericanie trafiliśmy na niezwykle  uprzejmego kierowcę stawiąjacego nam obiad i owoce, których jeszcze nie mieliśmy okazji próbować.  W chilijskiej metropolii zostaliśmy na dwa dni, gdzie dzięki Sol i Marcelo (nasi cs’i), którzy oprowadzili nas po mieście, mogliśmy zapoznać się z jego historią. Miasto liczy ponad 5 mln mieszkańców, co stanowi 1/3 liczby ludności Chile i choć jego historia naznaczona jest blizną dykatatury, to w obecnej chwili przypomina typową hiszpańską metropolię. Mimo, że miasto nie jest zbyt piękne, to niekóre części jego zabudowy idealnie kalkowały stolicę Dolnego Śląska… czyżby to już tęsknota?

Tymczasem wyruszamy dalej. Przed nami Nowa Zelandia- za 10 godzin wzbijemy sie w powietrze ku kolejnej przygodzie. Auto zarezerwowane, couchsurfer zaklepany, a więc żegnaj Ameryko! Do zobaczenia/napisania z planu Hobbita :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>