Od tygodnia w Boliwii

Boliwia. Już na granicy, którą przekroczyliśmy 10 grudnia w miejscowości Villazón, widać sporą różnicę między nią, a argentyńską La Quiaca. Na przejściu granicznym spore kolejki imigrantów „ciągnących” na południe,  w budce celnika na honorowym miejscu fotografia prezydenta Evo Morales Ayma itd. My zaś otrzymujemy pieczątkę upoważniającą do 30 dniowego pobytu oraz kartę wjazdową (znaną już z Brazylii, której strzec należy niczym paszportu), więc ruszamy dalej. Tym razem kierujemy się na stację kolejową, skąd wyruszamy do Uyuni. Pociąg w porównaniu z autobusem, okazuje się dosyć wygodnym środkiem transportu, choć jego prędkość nie powala- 300 km pokonalismy w 11 godzin. Widoki klasycznie cudowne – nawet w nocy. Na miejsce docieramy z 2 godzinnym opóźnieniem, co nie jest niczym nadzwyczajnym.

Rano, razem z poznaną w hostelu grupą, wykupujemy wycieczkę na trzydniowy trip po okolicach Uyuni. Po dwu godzinnym oczekiwaniu na samochód, okazuje się, że w przy wyjeździe z parkingu auto miało stłuczkę i nie możemy wyjechać, a kobieta której płacilismy za transport znika wraz z naszymi pieniędzmi. Pieniądze udaje się odzyskać, ale wyjazd musimy przełożyć na następny dzień.  Gdy rano pojawiamy się przed agencją i widzimy zdezelowaną toyotę land cruiser mamy nietęgie miny. Auto okazuje się jednak niezywkle wytrzymałe – jako jedyne dotrwało do końca wycieczki bez zmiany koła czy innych przygód (nie licząc sytuacji gdy zabrakło nam paliwa 20 km przed Uyuni). Jeśli chodzi o okolice Uyuni, to jest co ogladać… Salar de Uyuni jest pozostałością po wyschniętym słonym jeziorze, znajdującym się na wysokosci 3600 mnpm, zajmuje obszar około 11 tys km2 i jest najbardziej płaskim obszarem na ziemi. Nocujemy w hotelu wykonanym w całości z soli i rano ruszamy w dalszą drogę. Kolejne dwa dni spędzamy w rezerwacie Laguna Colorada, gdzie na wyciągnięcie ręki można zobaczyć flamingi, wykąpać się w gorących źródłach, powspinać się czy zrobić pustynny trekking.

Jesli chodzi o życie w Boliwii, to wszystko wydaje sie dosyć dziwne. Normalnym jest praca nieletnich w sklepach i barach – nawet 6-7 letnich dzieci itp. Jest to najwyżej położony kraj, pełen wielu kontrasów i cudów natury. Pogoda jest bardzo zróżnicowana. W dzień upalnie (ponad 30’C), w nocy zimno (ok 5’C) – w końcu przydały się nasze kurtki.  Większość terenu po którym poruszaliśmy się przez ostatnie dni znajdowała się 3500-5000 m npm, dlatego niektórzy cierpieli na chorobę wysokościową. Nas na szczęście soroche nie dopadła.

Dzisiaj dotarliśmy do La Paz i mamy zamiar zostać tu do Świąt.

Zapraszamy do galerii.

 

3 thoughts on “Od tygodnia w Boliwii

  1. magda.b pisze:

    Dziś mnie N. oświeciła i nawiedziłam Waszą stronę. Pięknie!!! Choć dziś spadł w Po pierwszy śnieg i było bajkowo więc nie zazdroszczę. Ale jutro… Barankowe buziaki

  2. Pawel Jot pisze:

    Dzis Jerzy B. mnie oswiecil, ze szczyt unii jest wyzszy niz szczyt glupoty…

    Mimo wszystko, zima w tym roku w polsze nie popisala sie, wiec nie macie czego zalowac. Bawcie sie ile wlezie, bo chce uslyszec po powrocie cos, czego nie uslyszalbym po wojazach w lubinskich knajpach :)

  3. Pawel Jot pisze:

    The lonely shepherd from George Zamfir

    tak btw

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>